Żyjemy w czasach, w których gdzie się nie spojrzy tam, specjalista, czy ekspert sportowy. A to znawca Kubicy i F1. A to mega fan Kowalczyk, jak sezon to i Włoszczowska jest na językach. No i ręczna, siatka, młot, pchnięcie kulą… Niby wszystko pięknie, ale jeśli przychodzi do konkretów, to coś się słyszało, coś się wie, oraz mówi się wszystko to, co ktoś powiedział, lub napisał. Tak samo jest z Legią Warszawa.
Dla wielu sportowych specjalistów, Legia fartownie trafiła do Ligi Mistrzów, po 20 latach czekania. No ale jest problem, bo przecież polska piłka się nie nadaje i jesteśmy „sto lat za murzynami”. Zatem szczęśliwe losowanie i Legioniści znaleźli się w LM, w której nie powinni grać, bo przecież w Lidze Mistrzów grają najlepsi, a nie klub z Polski, a jeszcze gorzej z Warszawy. Tacy spece nie są w stanie wymienić połowy zespołu Legii Warszawa, przypisać ich do pozycji, nie mówiąc o klubach z którymi Legia mierzy się w tych rozgrywkach. Powszechna wiedza to znajomość nazwy Klubu i państwo z którego pochodzi oraz 2-3 zawodników. Tyle.
Niestety, nikt z tych sportowych komentatorów nie zdaje sobie sprawy, że Legia przez ostatnie lata przeobraziła się z klubiku w sporą organizację. Nie ma pojęcia, że awans do Ligi Mistrzów to wieloletnie starania i walka na arenach Europy. Nie zwraca uwagi, że Legia dominuje w Polsce, zdobywa trofea, że ma upragnioną gwiazdkę, że na stulecie Klubu łamie bariery, poprawia rekordy oraz osiąga to, co jeszcze niedawno było niemożliwe. W artykule Borussia Sporting Real i Legia czyli półmetek fazy grupowej Ligi Mistrzów grupy F przygotowałem ranking UEFA w którym pokazuję na którym miejscu była Legia Warszawa. Po spotkaniu z Realem miejsce w rankingu wzrosło o jedną pozycję. Ranking jest w pewnej mierze wyznacznikiem i nie bierze się znikąd…
Łatwo jest ganić, wyśmiewać, wytykać i robić memy. To takie proste. Jesteśmy prostym narodem, nieskomplikowanym i niewyedukowanym. Nawet kiedy Legioniści remisują z galaktycznym zespołem jakim jest Real Madryt, są tacy, którzy nie potrafią uwierzyć i szukają czegoś czego nie ma…
Odkąd Legia trafiła do Ligi Mistrzów sportowi specjaliści wieszczyli nawet po 11:0 czy 0:11 wyniki. Nie dostrzegali, co się stało z Legią w pierwszym meczu z Borussią, który skończył się 0:6. Nie znają historii, procesów i zmian, które zachodziły w Klubie od początku sezonu. Zaszufladkowali Legię, bo przecież wiedzieli swoje, byli mądrzejsi. Śmieszyły mnie typowane wyniki przed meczami ze Sportingiem no i z Realem. Jednak po meczu przy Łazienkowskiej 02 11 2016 po sławnym remisie, wszystko nagle się zmieniło. Jakby wiatr zmienił kierunek, nagle Legia stała się ciekawa, warta uwagi. Nagle ludzie wkoło mnie przestali patrzeć na mnie jak na gościa, który ma szalone hobby – kibicuje jakiemuś zespołowi z polskiej ligi. Okazało się, że Legia ma świetnych zawodników, że mecze są interesujące, że każdy już myśli, że można wyjść z grupy.
Tacy właśnie ludzie potrafią również wypowiadać się o pustym stadionie, o zakazach, o chuliganach i bezpieczeństwie na stadionie. Ci ludzie, którzy zrzynają filmy z netu, bo przecież taniej, którzy nie chodzą do teatru bo drogo, nie wydali złotówki na mecz bo to słaba liga, są właśnie ekspertami sportowymi. Ekspertami od Legii Warszawa również…
Kiedy jechałem na spotkanie Legia Real było mi smutno. Byłem samotny. To nie tak miało być! Puste metro, na stacjach brak policji, na przystankach brak Legionistów, szalików, wypiętych od piwska brzuchów i czerwonych lic. Z nikim się nie umawiałem, nikt ze znajomych nie mógł dostać się na stadion. Dziwne, smutne i przykre. Przed stadionem jakieś wozy policyjne na sygnałach, małe grupki policjantów i pustka. Pustka na ulicy, w głowie i sercu. Miało być święto, było bardzo dziwnie.
Mecze na Legii to nie tylko aspekt sportowy, rywalizacja zespołu, który jest mi bliski, to również spotkania ze znajomymi, z ludźmi, których nigdzie indziej nie widzę. To magnes Legii Warszawa, stadionu na Łazienkowskiej, Klubu, Herbu, Barw, pozwala wielu moim znajomym w dniu meczu spotkać się, pogadać, wymienić informacjami i spędzić dany wieczór. To odskocznia od rzeczywistości, to coś co można pokochać…
Brakowało mi wszystkich tych, którzy tam mieli być. Nie afiszowałem się z faktem, że idę na to spotkanie, nie było się czym chwalić, bo byłem sam.
Jeśli ktoś nie był na Legii na dowolnym spotkaniu z kibicami, nie wie jak pusto było tego dnia. Może gdyby Legioniści mieli grać z jakimś tam zespołem, może bym to przełknął, ale Real Madryt to marzenie wielu.
Cisza i pustka doskwierała strasznie. Puszczony dwukrotnie z głośników przed spotkaniem „Sen o Warszawie” był jakby niezauważalny. Nikt nie śpiewał. Hymn Ligi Mistrzów gdzieś tam odbił się echem, na wyjście drużyny nie było szalików i „Mistrzem Polski jest Legia”… To takie nienormalne i dziwne.
Było sporo fotoreporterów, była prasówka, szefostwo Legii ze znajomymi i garstka kibiców z Madrytu i z Warszawy, oraz ochrona. Kibice Realu, oraz dziennikarze świetnie się bawili. Mieli doskonałe humory. Każdy kto był za Legią tlił w sobie emocje. Przynajmniej na początku. Pierwsza bramka i druga na dokładkę była przewidywalna. Dopiero przy golu Vadisa na 1-2 coś się ruszyło w sercach. Emocje zaczęły przybierać cieplejsze barwy. Fani Królewskich zamarli i osłupieli.
Obserwatorzy tego spotkania zaczęli pohukiwać na Ronaldo, którzy tego dnia nie miał szczęścia. Coś się stało, bo coraz śmielej komentowaliśmy akcje meczu, coraz bardziej zaczęliśmy ufać sobie i wymieniać poglądy. Poznaliśmy się. Dotąd spotkanie odbywało się w ciszy, mrozie i wietrze. Pierwsza bramka uspokoiła nas. Druga odmieniła. Sprawiła, że uśmiech nie schodził z twarzy. Kto mógł spodziewać się remisu 2:2 ? Patrząc na bukmacherów:








